W przedostatni weekend października, gdy w Zalasowej panowały deszcze, mgły i niska temperatura przedstawiciele i sympatycy Stowarzyszenia Zalasowian wyruszyła w poszukiwaniu złotej węgierskiej jesieni. W sobotę o godzinie 10.00, pod opieką wyjątkowego przewodnika – rodowitego Węgra, który biegle opanował język polski, rozpoczęliśmy naszą przygodę w stolicy Węgier. Pogoda nas nie zawiodła. Słońce towarzyszyło nam od samego początku i tylko przez kilka minut pozwoliło wygrać deszczowym chmurom.
Plan zwiedzania był bardzo ambitny, ale dzięki doskonałemu zorganizowaniu i zdyscyplinowaniu całej grupy udało się go zrealizować w stu procentach.
Na początku mogliśmy przespacerować się po parku miejskim, który obfituje w liczne atrakcje: zoo w centrum stolicy, mały park rozrywki, termy Szecheny, legendarny zamek Vajdehunyad, sztuczne jezioro latem oraz miejskie lodowisko zimą. Naszą uwagę przykuł szczególnie Plac Bohaterów, na którym liczne elementy architektury przywodzą na myśl Imperium Rzymskie i robią niesamowite wrażenie, zwłaszcza że znajdują się przy jednej z najbardziej ruchliwych i najdłuższych ulic Budapesztu – Alei Andrassyego. Wokół Placu mogliśmy podziwiać budynki min. Muzeum Sztuk Pięknych, Pałac Sztuki oraz przyjrzeć się siedzibie Premiera Victora Orbana.
Kolejnym punktem zwiedzania było wpisane na listę światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO Wzgórze Zamkowe, na które można, co prawda, wjechać kolejką linową ale my skorzystaliśmy z uprzejmości naszych wspaniałych kierowców, którzy podwieźli nas pod same mury obszaru zamkowego. Czekały na nas niesamowite atrakcje i doznania wizualne – wspinaczka po pięknych schodach, wyjazd obszernymi windami na tarasy widokowe, wspaniała, misternie zdobiona architektura oraz bajeczna panorama Dunaju, od której trudno było oderwać wzrok. Na tej krótkiej trasie podziwialiśmy Zamek Buda, kościół Macieja oraz Basztę Rybacką. Aż trudno uwierzyć, że to cudowne miejsce nigdy nie było zamieszkałe przez żadnego władcę Węgier.
Gdy już wydawało się, że niczego piękniejszego w Budapeszcie nie zobaczymy, okazało się, że mamy możliwość zwiedzenia największej i najpiękniejszej świątyni węgierskiej – Bazyliki Św. Stefana. Tego nie da się opisać, to trzeba zobaczyć …. Zwłaszcza, że jedną z figur w Bazylice jest otoczona czcią również w naszej Parafii Święta Rita.
Po kilku godzinach wędrówki po Budapeszcie wszyscy chętnie skorzystali z kolejnej atrakcji, jaką był niezapomniany rejs statkiem po Dunaju. Dzięki niemu mogliśmy podziwiać zarówno Budę jak i Peszt, które, mimo że to dwie części jednego cudownego miasta to wizualnie stanowią dwa odrębne światy, a każdy z własnym niepowtarzalnym, pieszczącym zmysły urokiem. A łączą je jedyne w swoim rodzaju mosty jakby portale pomiędzy czarodziejskimi światami…
Na koniec pierwszego dnia na wszystkich czekała niespodzianka – wspaniały wieczór węgierski w restauracji z lokalnymi specjałami oraz muzyką i tańcami. Kolacja była również okazją do uczczenia wspaniałego jubileuszu ślubu Urszuli i Witolda. Cieszymy się, że mogliśmy uczestniczyć w tym wspaniałym momencie życia naszych Przyjaciół.
Na drugi dzień, po wybornym śniadaniu wyruszyliśmy do klimatycznego miasteczka Eger, które przeniosło nas do klimatów południowych. Spacerując w labiryncie egerskich uliczek mieliśmy wrażenie jakbyśmy przenieśli się nie tylko w przestrzeni, ale też w czasie. W Egerze spotykają się i wzajemnie przenikają religie, kultura, bogata w smaki kuchnia i wyjątkowy smak win, z których sztandarowym jest bycza krew, trunek o magicznej mocy, który uratował mieszkańców przed oblężeniem Turków.
To węgierskie miasteczko, położone tak blisko polskiej granicy to prawdziwa perełka dla turystów. Można tu znaleźć wszystko – muzeum astronomiczne, bibliotekę archidiecezjalną, zamek z murami obronnymi, najdalej wysunięty na północ minerat, termy, Bazylikę klasycystyczną i wiele innych, dla których warto przyjechać, chociażby na weekend. Tutaj każda uliczka i każdy zaułek to niesamowita historia i cudowne zabytki. A w egerskiej bazylice również spotkaliśmy „naszą” Św. Ritę, a także posąg Św. Maksymiliana Marii Kolbego.
Po takiej dawce atrakcji i doznań estetycznych wszyscy chętnie udaliśmy się na obiad do Doliny Pięknej Pani. W jednej z klimatycznych piwniczek mogliśmy skosztować lokalnych wędlin, warzyw, pieczywa, legendarnego już gulaszy węgierskiego, które cudownie komponowały się byczą krwią oraz innymi lokalnymi winami, które mogliśmy degustować. Zaopatrzeni w pamiątki, utrwalone na zdjęciach i filmikach wyjątkowe chwile z naszej podróży, niezapomniane wspomnienia i nowe znajomości i przyjaźnie wyruszyliśmy w drogę powrotną. Czas minął na pogawędkach, wspomnieniach, żartach, którym towarzyszyło mnóstwo śmiechu i radości. A ponieważ apetyt rośnie w miarę jedzenia i wszyscy czuli spory niedosyt , nasza wspaniała Pani Prezes zdradziła, że planuje już kolejną wyprawę, na którą z niecierpliwością czekamy, a za tę węgierską bardzo dziękujemy.
Magdalena Barnaś-Janowska



